JEDEN OKRĘG – JEDEN RADNY autor: MAGDA ANDRZEJEWICZ
   

O ostatecznych granicach jednomandatowych okręgów wyborczych rada miejska zadecydowała na sesji nadzwyczajnej. Uchwalony przez radnych podział gminy na okręgi jednomandatowe zdecydowanie różni się od pierwszej wersji, przedstawionej przez Urząd Miasta i Gminy. Wnioski radnych i uwagi mieszkańców, zgłoszone w trakcie wymuszonych konsultacji społecznych, w przeważającej większości zostały uwzględnione.

 

Okręgi wyborcze - Konstancin

 

Wyznaczenie granic okręgów wyborczych i stałych obwodów głosowania to podstawowe rozstrzygnięcia (wymagane kodeksem wyborczym), które gminy musiały podjąć do 1 listopada. Urząd przedstawił radnym propozycje podziału gminy na okręgi w formie załącznika do uchwały (na październikową sesję rady), bez wcześniejszej prezentacji i dyskusji nad projektem.

 

– Co najdziwniejsze, radni wcale tak bardzo nie protestowali. Dopiero zainteresowanie mieszkańców zmusiło władze gminy do opublikowania projektu podziału w Biuletynie Informacji Publicznej. Urząd uczynił to w szczególny sposób: w piątek 12 października o godz.16.00, oczywiście bez mapy. W czasie weekendu urząd nie pracuje. Na składanie uwag mieszkańcy dostali więc całe długie trzy dni robocze, do środy 17 października – komentuje Barbara S. z Grapy.

 

O wiele większe znaczenie będzie miała osoba kandydata – nie tylko jego obietnice przedwyborcze (często bez pokrycia), ale również dotychczasowe dokonania, aktywność społeczna, podstawowa choćby znajomość prawa miejscowego i bardzo ważne: kultura osobista

 

Liczba mieszkańców gminy Konstancin-Jeziorna według stanu na 30 września 2012 r. wynosiła 24 077 osób. W gminach liczących od 20 tys. do 50 tys. mieszkańców wybieranych jest 21 radnych. W Konstancinie-Jeziornie każdego radnego będzie wybierało średnio 1147 mieszkańców.

 

Poszczególne okręgi różnią się między sobą liczbą mieszkańców: w największym jednego radnego będzie wybierało 1698 osób, w najmniejszym – 682 osoby, ponad dwa i pół raza mniej. To, co było argumentem za niemożliwością przyłączenia do Czarnowa (najmniejszego okręgu) jeszcze jednego sołectwa, nie przeszkadzało przy przyłączeniu Obórek do znacznie większego – do Bielawy. Wyjątkowo ciekawie rozwiązano kwestie Łyczyna: odłączono go od okręgu wyborczego, w którym był razem ze Słomczynem, i przyłączono do Obór, ale obwód do głosowania mieszkańcy Łyczyna będą mieli w szkole w Słomczynie.

 

– A właściwie skąd to całe zamieszanie? Przecież we wszystkich poprzednich wyborach gmina też była podzielona na okręgi wyborcze i obwody do głosowania – pyta nasz czytelnik.

 

Obiektywną ocenę pracy radnych utrudnia anonimowość podejmowanych decyzji. W protokole sesji zapisana zostaje liczba głosów „za”, „przeciw” i wstrzymujących się. Kto dziś pamięta, komu mamy podziękować za umożliwienie budowy asfalciarni?

 

Różnica polega na tym, że dotychczas teren gminy podzielony był na cztery okręgi, w których wybieranych było po pięciu radnych w trzech okręgach na terenie miasta i sześciu radnych z okręgu IV, z terenu sołectw. Teraz każdy radny będzie wybierany w oddzielnym okręgu. Zmianie ulegnie też sposób liczenia głosów. Nie będzie już wspólnego liczenia głosów dla komitetu wyborczego. Ważne będzie, jaką liczbę głosów zebrał konkretny kandydat. Radnym zostanie ten, kto uzyska najwięcej głosów, nieważne, z jakiej opcji kandydował. Poprzednio zdarzało się, że kandydat, który uzyskał dużą liczbę głosów nie zostawał radnym, bo cały komitet, z listy którego startował w wyborach, zebrał głosów zbyt mało i nie mógł uczestniczyć w podziale mandatów. Zgodnie z nową ordynacją wyborczą, takie sytuacje nie będą miały miejsca – każdy zbiera głosy tylko i wyłącznie dla siebie. O wiele większe znaczenie będzie miała osoba kandydata – nie tylko jego obietnice przedwyborcze (często bez pokrycia), ale również dotychczasowe dokonania, aktywność społeczna, podstawowa choćby znajomość prawa miejscowego i bardzo ważne: kultura osobista.

 

Jak wynika z ankiety przeprowadzonej przez nasze pismo w czasie Dni Konstancina („NaszeMiasto – FMK”, numer 7/8), z pracy radnych jesteśmy średnio zadowoleni. W poprzednich kadencjach mieszkańcy też zgłaszali do pracy rady różnego rodzaju uwagi i zapewne jest to nieuniknione. Czasami krytykowaliśmy słusznie, czasami nie.

 

„Z pewnością rzetelne wypełnianie obowiązków radnego pochłania co najmniej kilkanaście godzin tygodniowo: posiedzenia komisji, sesja, do której trzeba się przygotować, o spotkaniach z wyborcami nie wspominając. Jeśli mnogość obowiązków przerosła kogoś, to zamiast przychodzić w połowie sesji lub wychodzić w połowie obrad komisji, można złożyć mandat. Nie ma przymusu bycia radnym. Zacznijmy wreszcie rozliczać naszych złotoustych wybrańców z ich przedwyborczych deklaracji” – pisze w liście do redakcji M. R.

 

Obiektywną ocenę pracy radnych utrudnia pewnego rodzaju anonimowość podejmowanych decyzji. W protokole sesji zapisana zostaje liczba głosów „za”, „przeciw” i wstrzymujących się. Dziś nikt nie pamięta, kto jak głosował kilka lat temu, ale konsekwencje podjętych decyzji będziemy odczuwać jeszcze długie lata. Kto pamięta, komu mamy podziękować za umożliwienie budowy asfalciarni? Wiemy, że rada podejmuje decyzje kolegialnie, ale radni wybierani są indywidualnie.

 

W Konstancinie-Jeziornie każdego radnego będzie wybierało średnio 1147 mieszkańców

 

Do pracy radnych mieszkańcy mają wiele zastrzeżeń: sama obecność na sesji czy posiedzeniu komisji (nie rzadko częściowa, bo radni nagminnie spóźniają się i wychodzą w trakcie obrad) i liczba ich wystąpień nie świadczą o aktywności radnego. – Brak inicjatywy uchwałodawczej radnych, praktycznie żaden kontakt z wyborcami, zbyt mała liczba interpelacji i wniosków to grzechy główne naszych samorządowców – wylicza Ryszard z Grapy. – Mamy zaledwie trzech czy czterech radnych z prawdziwego zdarzenia, z których najbardziej aktywny Tomasz Zymer już zapowiedział, że w następnych wyborach nie będzie kandydował. 

 

W teorii organem uchwałodawczym gminy jest rada miejska, ale w praktyce uchwala tylko to, co przygotuje burmistrz i urząd.

 

 

JACEK ROWIŃSKI, wydawca naszego pisma i prezes Stowarzyszenia Nasze Miasto-Konstancin:

 

Jacek Rowiński– Zgodnie z zasadą jawności działania władz samorządowych, najlepszym rozwiązaniem byłoby wprowadzenie zasady imiennych głosowań, we wszystkich sprawach (oprócz ustawowo zagwarantowanej tajności głosowań, np. w przypadku wyboru prezydium rady), nie tylko na sesjach, ale również podczas posiedzeń komisji merytorycznych. Dlaczego radni obawiają się imiennych głosowań? Przecież wprowadzenie takiej zasady przyniosłoby korzyści tak radnym – ich trafne decyzje były by najlepszą ulotką wyborczą – jak i mieszkańcom – umożliwiłoby ocenę pracy radnego. Wiedzielibyśmy, kogo wybrać na drugą kadencję. Zgodnie z par. 25 regulaminu rady miejskiej, z inicjatywą podjęcia takiej uchwały może wystąpić komisja rady miejskiej, klub radnych lub pojedynczy radny. Statut naszej gminy nie przyznaje mieszkańcom inicjatywy uchwałodawczej, ale wprowadzenie takiego zapisu do statutu jest możliwe na podstawie art. 3 ust. 1, art. 18 ust. 2 pkt 1, art. 22 i art. 40 ust. 1 ustawy z dnia 8 marca 1990 r. o samorządzie gminnym i również zależy od inicjatywy radnych. Radni tłumaczą się brakiem pomocy prawnej przy tworzeniu projektów uchwał i ich uzasadnień, ale z tej sytuacji jest proste wyjście: najpierw muszą podjąć uchwałę o zatrudnieniu prawnika w biurze rady miejskiej, a w budżecie (wszak to oni go stanowią) zapewnić na ten cel pieniądze. Z uzasadnieniem potrzeby zatrudnienia prawnika nie będzie chyba problemu.

   
Drukuj