„Nasze Miasto” zrodziło się z niezadowolenia
   

Jacek RowińskiZ JACKIEM ROWIŃSKIM, prezesem spółki Feder, wydawcy „Naszego Miasta – Forum Mieszkańców Konstancina”, rozmawia Klara Warecka

 

Co skłoniło Pana do wydawania lokalnego pisma?

 

– Najogólniej mówiąc niezadowolenie z otaczającej mnie rzeczywistości. Niezgoda na latami ciągnące się inwestycje i brak koncepcji rozwoju miasta, na bylejakość i zaśmiecone ulice w naszej gminie. Przez ponad siedem lat jeździłem po świecie. Nie jako turysta – w każdym kraju mieszkałem po kilka miesięcy, czasem pół roku. Byłem w Kanadzie i USA, w wielu europejskich krajach: we Francji i Włoszech, w Belgii i Holandii. Mieszkałem w dużych i małych miastach. I porównując te małe miasta z Konstancinem zastanawiałem się, dlaczego wyglądają inaczej, dlaczego tam można, a u nas nie. Czym my się różnimy? Dlaczego Konstancin od 30 lat, od kiedy w nim mieszkam, tak niewiele się zmienił? Zacząłem przyglądać się działalności samorządu naszego miasta, funkcjonowaniu lokalnych stowarzyszeń i partii politycznych, działających na naszym terenie. Początkowo zaangażowałem się w działalność jednego ze stowarzyszeń. Zainteresowało mnie, w jaki sposób wyłaniana jest reprezentacja mieszkańców – kandydaci na radnych i na burmistrza. Szybko przekonałem się, że przeciętny mieszkaniec Konstancina, zapracowany i stojący godzinami w korkach, by dojechać do pracy i wrócić do domu, nie wie, co się dzieje w jego mieście, jak funkcjonuje samorząd, kto układa listy wyborcze, kto i komu udziela poparcia. Nie wie, bo jest niedoinformowany. Lokalna prasa nie sprostała temu zadaniu: „Kurier Południowy” i „Nad Wisłą” to pisma zajmujące się problemami całego powiatu, a „UK Raport” jest właściwie biuletynem informacyjnym urzędu gminy. Pomyślałem, że jest miejsce na lokalnym rynku prasowym na w pełni niezależne pismo, poruszające istotne problemy naszego życia.

 

U nas, nie tylko w Konstancinie, ale także w innych małych miastach, przeciętny obywatel nie interesuje się tym, co się dzieje w jego mieście, dopóki mu to nie przeszkadza 

 

Jak wygląda kontakt czytelników z Pana pismem?

 

– Odzew ze strony czytelników jest nadspodziewanie duży: listy, e-maile i telefony świadczą, że gazeta jest potrzebna. Oczywiście mamy zarówno zwolenników, jak i przeciwników.Wszystkich chętnie wysłuchamy i zapraszamy do współpracy. Przeciwnicy mówią, że nie tak trzeba pisać i może nawet coś by napisali, ale jak trzeba się pod tym podpisać zaczyna się problem. Z różnych względów obawiają się głośno mówić o niektórych zjawiskach naszego życia społecznego – czasami ich rozumiem.Wszyscy znamy powiedzenie: „nie zajmuj się polityką, bo polityka zajmie się tobą”. Ale zdarza się, że na moim płocie ktoś wiesza reklamówkę z ciekawymi dokumentami. Niektórzy powiedzą: jaka polityka?Wszystko jest polityką i nie można od niej uciec, nawet mieszkając w Bieszczadach. Bo ktoś, kiedyś zadecyduje, że przez twoją piękną posiadłość będzie przechodziła autostrada i sielanka skończy się jednego dnia. Tak, jak skończyło się spokojne życie mieszkańców Mirkowa, bo ktoś postanowił, że powstanie tam asfalciarnia. I powstała, bo został uchwalony taki, a nie inny plan zagospodarowania przestrzennego, a uchwalony został dlatego, że ludzie wybrali takich, a nie innych przedstawicieli, którzy głosowali za przemysłem w Mirkowie. Nie da się więc uciec od polityki.

 

Czym różni się społeczność Konstancina od mieszkańców małych miast na Zachodzie?

 

–W demokracjach z dłuższymi tradycjami niż nasza, lokalne społeczności na codzień uczestniczą w życiu swego miasta. U nas, nie tylko w Konstancinie, ale także w innych małych polskich miastach, przeciętny obywatel nie interesuje się tym, co się dzieje w jego mieście, dopóki mu to nie przeszkadza. Dopóki nie dowie się, że ulica, przy której stoi jego dom zostanie poszerzona z 7 m do 16 m, a samochody będą przejeżdżały 2 m od domu, który zbudował trzy lata temu, uzyskując wszelkie wymagane prawem pozwolenia. Że na swojej działce może postawić dom jednorodzinny, ale dwie działki dalej ktoś będzie mógł postawić kilkupiętrowy blok, albo że nic nie będzie mógł zbudować, bo ktoś postanowił, że właśnie na jego działce będą tereny zielone. Ktoś zadecydował za niego. Społeczności miast, w których mieszkałem, dawno zrozumiały, że to od ich zaangażowania w życie społeczne zależy, w jakim mieście będą mieszkać i kto będzie reprezentował ich interesy. Im nikt nie przyniesie burmistrza w teczce, stworzą własny komitet i wystawią swojego kandydata.W dyskusji nad kierunkami rozwoju miasta biorą udział wszyscy mieszkańcy, a u nas gdzie mieliby się wypowiedzieć? Kilkaset zarzutów do miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego odrzucanych jest w pół godziny. Tak wygląda nasza demokracja. Mają wyjść na ulicę i protestować? To właśnie im służy niezależne pismo, które nie jest ograniczone żadnym układem – ani partyjnym, ani towarzyskim. Tematy poruszane na naszych łamach sugerują czytelnicy, mieszkańcy Konstancina.

 

Na co najczęściej zwracają uwagę czytelnicy?

 

– Na naszą, niestety, niezmieniającą się rzeczywistość. Wszyscy chcielibyśmy mieszkać w sprawnie funkcjonującym, dobrze zarządzanym mieście. A to zarządzanie u nas kuleje. Podejmowane są uchwały na sesjach rady miejskiej, ale władzą wykonawczą jest burmistrz. Burmistrz i podlegli mu urzędnicy, których często podziwiam. W XXI w., w środku Europy, nasi urzędnicy pracują w lepiance! W wydziale architektury nie ma gdzie rozłożyć mapy! Trudno wymagać od nich, by podchodzili z entuzjazmem do interesantów. Oni walczą o każdy centymetr powierzchni, o przetrwanie! A ratusz budujemy od sześciu lat. Najpierw konkurs na projekt, a od czterech lat gmina nie może uzyskać pozwolenia na budowę. Sześć wniosków o wydanie pozwolenia na budowę zostało przez starostwo odrzuconych, wszystkie zawierały błędy. Czy naprawdę tak trudno sporządzić prawidłowo taki wniosek? Rozbudowałem o połowę odziedziczony po dziadkach dom i skompletowanie dokumentów (warunki zabudowy, uzgodnienie z gazownią i elektrownią) i uzyskanie pozwolenia na budowę zajęło mi pięć miesięcy. Dobrze, budowa ratusza jest bardziej skomplikowana, ale od pomysłu upłynęło ponad sześć lat! Niestety, to nie jedyny przykład. Budowa kanalizacji w bodaj najgęściej zaludnionym obszarze Konstancina – w Skolimowie, też ciągnie się latami. I przez te kilka lat nikt nie pomyślał, że rura położona w ul. Pułaskiego nie załatwia problemu kanalizacji. Że trzeba zaprojektować przyłącza bocznych ulic. To tak, jakbyśmy zbudowali kilkupiętrowy dom bez schodów i windy. Jak się do niego dostać? A nasze drogi? Dwie wyremontowane główne ulice Konstancina to drogi powiatowe, na poszerzenie ul.Warszawskiej czekamy latami. O budowie nowej drogi łączącej Konstancin z Warszawą nawet się nie mówi. Uchwalane są nowe plany zagospodarowania przestrzennego, przybędzie mieszkańców – którędy dojadą do domu, gdzie zostaną z tych domów odprowadzone ścieki? Od lat żyjemy obietnicami, a zmienia się nie wiele. Do rangi sukcesu urasta wyasfaltowanie kilometra gminnej wiejskiej drogi. Naprawdę ważną sprawą dla naszego miasta było uchwalenie przez radę miejską statutu uzdrowiska, ale już kondycja obiektów uzdrowiskowych budzi niepokój.

 

To mieszkańcy powinni decydować o kierunkach rozwoju swojej gminy. Obwodnica Konstancina – tak, ale drogi tranzytowe przez teren naszej gminy i bazy przeładunkowe dla kontenerów – nie. To my tu mieszkamy i tu będą mieszkać nasze dzieci

 

Czy gazeta pomoże rozwiązać te problemy?

 

– Do pewnego momentu myślałem, że wystarczy rzetelnie informować mieszkańców i słuchać, co oni mówią. Jednak czytelnicy uświadomili mi, że to za mało. Zastanawiamy się nad założeniem stowarzyszenia, które w przyszłości będzie walczyć o zmiany w naszym mieście. Nikt za nas tego nie zrobi, nikt nam nie przyniesie gotowego rozwiązania. Wiemy, co dla nas ważne i sami musimy to wypracować. To mieszkańcy powinni decydować o kierunkach rozwoju swojej gminy. Obwodnica Konstancina – tak, ale drogi tranzytowe przez teren naszej gminy i bazy przeładunkowe dla kontenerów – nie. To my tu mieszkamy i tu będą mieszkać nasze dzieci.

 

Życzę sukcesu i dziękuję za rozmowę.

   
Drukuj